Slow Life – Joanna Glogaza

Książka jest ciepła, miła i koleżeńska w formie, więc na samą myśl o tym, że zamierzam ją skrytykować robi mi się nieprzyjemnie. A jednak mimo sympatii, która bije od autorki nie znajduję tu żadnych wartości. Może gdyby Asia wydała ją dziesięć lat temu… Ale wydała ją całkiem niedawno.

Język prosty, zbyt prosty. Niezliczona ilość powtórzeń, które nie ułatwiają czytania już i tak nudnego materiału. Właściwie sama jestem sobie winna. Slow Fashion zwróciłam po przekartkowaniu z powrotem do księgarni. Na blog autorki zajrzałam kilkakrotnie w ciągu ostatnich lat i już wtedy miałam identyczny problem – owszem, tematyka ciekawa, ale sposób jej przedstawienia wyrazisty niczym szary, ryżowy kleik.

Asia pisze o tym, o czym mam wrażenie, wszyscy od lat wiedzą. O szukaniu pasji (że trzeba szukać), o równowadze między życiem zawodowym (że należy ją mieć), o oklepanym modelu wyznaczania celów, który był innowacyjny, kiedy na polski rynek wkroczył nieśmiało coaching, a dziś jest drukowany w bezpłatnym dodatku Rossmanna. O tym, by nie spóźniać się na randkę i wyciszyć telefon. O zatrudnieniu sobie menedżerki i pani do obsługi sklepu internetowego z jej piżamami, by zyskać wolny czas na czytanie książek. Przy okazji strzela sobie w stopę dłuższą opowieścią o tym, jak przestała odpisywać na maile swoich czytelników.

Reasumując, dla mnie,  jest to książka do kotleta – taka, którą napisałby każdy i to bez sięgania do naukowych źródeł, gdyż tych w tej pozycji nie uświadczymy, choć jest kilka fajnych cytatów, np Gandhiego. W treści za to idealnie odnajdzie się przeciętna nastolatka, a nawet dwudziestolatka, która dopiero odkrywa prawdy dla nas, starych, już dobrze znane.

To, co nie pozwoliło mi jeszcze dokończyć książki, bo męczę ją po 10-20 stron dziennie, to fakt, że jest ona jakby opisem dnia i zwyczajów autorki, które owszem na pewno interesują jej czytelniczki, ale niekoniecznie przeciętną Nowakową buszującą po Empiku, która na styledigger nigdy nie trafiła.

Recommended Posts
Showing 3 comments
  • Zażenowana
    Odpowiedz

    A ja nie wiem co to za wysyp książek … i niestety, sama często daję się skusić na takie, bo kogoś lubię/kojarzę. Np. na facebooku do śmiechu doprowadza mnie Chujowa Pani Domu :)- oczywiście kiedy wydała książkę- kupiłam bez zastanowienia! A tam taka ODKRYWCZA PRAWDA I PRZESŁANIE- nie musisz dziennie gotować obiadu i mieć czystych okien. Serio???
    Inna blogerka wydała książkę gdzie opisuje jak zrobić samemu różne rzeczy,np. kulkę do kąpieli … jeszcze inna= włosomaniaczka w swym dziele grzmi, że silikony są szkodliwe, że warto nałożyć na nie olej, np. kokosowy.
    Serio? W dobie internetu… ktoś pisze takie rzeczy?
    Paulinaaa ratuj honor blogsfery 😛

  • Rose
    Odpowiedz

    Nie każdy powinien „pisać” książki, ot co. Jeszcze całkiem niedawno, było to zajęcie zarezerwowane dla prawdziwie myślących, ludzi uwrazliwiwonych na otaczająca rzeczywistość, chcących coś przekazać. Zmusić do refleksji. Słowo miało moc. W czasach wojny i zaraz po, było zakazane. Cenzurowane. Miało dużą siłę rażenia.
    Teraz klepie się bez zastanowienia treści o niczym, poradniki poradników. Słowo już nie traktuje o poważnych treściach czy też tych żartobliwych ale pięknie ujętych. Teraz rządzi nijakość opakowana w cukierkowy papier, przewinięta miałką jak jej zawartość wstęgą. Jak widać wspaniale się sprzedaje. Dobrze nakręcona machina marketingu wszystko nam wciśnie. To jak z chińskimi wyrobami. Niby nie potrzebujemy ale kupujemy.
    Minimalizm dotyczy także treści. Jeśli będziemy w tym czynnie uczestniczyć to będzie trwać. Nie wiem czy chce być tego świadkiem. Tej manii wchłaniania bylejakości.
    Jeśli blog to ten który mnie czegoś nauczy. Jeśli książka to taka która znacznie wpłynie na mnie. Jeśli zakupy to tylko przemyślane. Uciekam od zagracania swoich myśli głupota tak jak uciekam od otaczania się zbędnymi przedmiotami.

  • Joanna Glogaza
    Odpowiedz

    chichoczę z porównania do kleiku:D przykro mi, że Ci się nie spodobała, nie wiem czego dokładnie szukasz, ale spróbuj przeczytać Esencjalistę, jeśli jeszcze jej nie miałaś w ręce – fajna!

Leave a Comment