Mniej – postanowienia i podsumowanie lutego

Po niemal dwóch miesiącach minimalizacji życia jako takiego, coś powoli mi się już klaruje.
Zrezygnowałam z:
– picia czegokolwiek na mieście (pubów, kawiarni)
– kupowania kosmetyków do makijażu
– kupowania kosmetyków innych, niż te podstawowe potrzebne do utrzymania higieny (żadnych eksperymentów i nowych marek)
– kupowania drogich ubrań, nie są mi niezbędne i mogę je nabyć za jakiś czas na wyprzedaży lub w outlecie jeśli nadal będą mi się podobały
– windows shoppingu, czyli „odstresujących” wycieczek po galeriach handlowych
– zachcianek spożywczych dyktowanych pustym żołądkiem, jak chipsy czy czekolada
– podróży i weekendowych wyjazdów (akurat nie przepadam)
– jedzenia z dostawą do domu
– wizyt u fryzjera
– taksówek
– gotowych, mrożonych potraw
– medycyny estetycznej
– kupowania rzeczy dla domu, do urządzania wnętrza, kwiatów, śrubokrętów, poduszek
– hurtowego kupowania książek „na zapas”
– gotowania zup na wywarze z mięsa
– tłustych wedlin (np salami, prawie 50% smalcu)
– chodzenia do kina

Pozostawiłam:
– kupowanie mrożonych warzyw do zup, prostych składników, eko przypraw, produktów sojowych i ryżowych, ryżu, kaszy, chudego drobiu w ograniczonej ilości i chudych, nie ostrzykiwanych wędlin (aczkolwiek jem mięsa mało i rzadko, jeśli już do niego wróciłam z racji zdrowia, to choć tyle ekologii chcę zachować, by nie opychać się nim codziennie)
– kupowanie produktów krajowych (poza chińskimi półproduktami jak makaron sojowy czy sos ostrygowy i cytrusami)
– zakup do trzech książek miesięcznie, ale tylko w książkowych dyskontach i antykwariatach (często to o 10zł mniej na książce niż w Empiku przy cenie 40zł)
– prywatną opiekę zdrowotną, która strasznie mnie uderza po kieszeni, ale jestem traktowana jak człowiek i nie czekam rok w kolejce na wizytę
– wydatki na pomoc charytatywną
– podstawowe zakupy kosmetyczne (żel, szampon, kawa na peeling, dezodorant, pasta do zebów, maska do włosów)
– podstawową chemię do sprzątania
– rezerwę na drobne potrzeby ubraniowe

Z czym nadal sobie nie poradziłam:
– jedzenie na mieście, zazwyczaj niezbyt zdrowe – ok 40-50zł/mc
– zbyt duże (wciąż) wydatki na ubrania – 400-500zl/mc, choć jak pisałam, był moment, że przepuszczenie 2tys wydawało mi się normalne
– kofeinowy nałóg

Moim priorytetem na ten rok jest szybsze spłacenie kredytów, uzyskanie płynności finansowej i przede wszystkim wyprostowanie zaległości zdrowotnych.
U. miała pomysł, by odkładać każdego miesiąca do skarbonki zaoszczędzone na promocyjnych zakupach pieniądze, bo na razie moje oszczędności są czysto teoretyczne. Czego nie wydałam, poszło na nadpłaty rat kredytowych i badania.
Dla porównania U. od listopada odłożyła już 3tys zł przy swoich wcale nie powalających zarobkach.

Moje osiągnięcia, to zejście z kwoty 500zł na 300zł wydawane na domowe jedzenie i utrata przy tym prawie pięciu kilogramów.
Srednio 400-500zł/mc to wizyty lekarskie i badania, ale planuję je zakończyć do wakacji.
Oszczędność na kosmetykach na te dwa miesiące wyniosła 82zł, chemii i art niezbędnych do domu 70zł. 10zł na nowym koncie bankowym w stosunku do starego (mikroopłaty).
W mojej skarbonce powinno zatem wylądować od początku roku już 362zł, co pokrywa prawie w całości styczniowe badania, więc jak mówiłam, moje oszczędności na chwilę obecną są jeszcze teoretyczne.
Nieplanowane wydatki kosmetyczne to 48zł na rozjaśniacz i farbę. Schodziłam z ciemnego na jasny brąz. Klasyfikuję to jako wydatek, chociaż wizyta u fryzjera z takim zabiegiem byłaby pięciokrotnie droższa.
Wpadkę też zaliczyłam w styczniu na katagorii „dla domu”, gdzie co najmniej 150zł poszło na bzdety. Kwiatek, bez którego mogłabym się obejść, zioła do hodowli, które zdechły, zły odcień listwy ledowej, kadzidełka, których nie używam.

W lutym za to, na najgłębszych wyprzedażach złamałam pierwszą zasadę Capsule Wardrobe i kupiłam ubrania na kolejny sezon. Kilka przecenionych na 30zł rzeczy w Stradivariusie, Reserved i Mango. Czas wkrótce pokaże, czy była to wyprzedażowa wpadka czy okazyjne łupy.

Niemniej, od grudnia wydaję sukcesywnie co miesiąc mniej i rozsądniej.

Recommended Posts
Showing 8 comments
  • Kasia
    Odpowiedz

    Nie będziesz już używać makijażu ani kwasu hialuronowego ?
    Z tego pierwszego chyba bardzo trudno zrezygnować.

    Pozdrawiam gorąco
    Kasia

    • Paulina
      Odpowiedz

      Nie umiem całkowicie zrezygnować z makijazu… Niestety. Maluję się co prawda dwa – trzy razy w miesiącu. Bez konturowania, bez cieni. Tylko podkład, róż, tusz i puder.
      Nadal jest pewna presja, choć zauważyłam, że czuję się dobrze już z wytuszowanymi rzęsami i nagą resztą twarzy. Z botoksu zrezygnować dość łatwo, szczególnie jeśli robiło się go od 8 lat i nie ma jeszcze nadal pół zmarszczki na twarzy. Nie wiem czy będę nadal taka zachwycona, kiedy zmarszczki zaczną się pojawiać. W końcu faszeruje się nas gwiazdkami typu Christie Brinkley, która w wieku mojej mamy wygląda lepiej niż ja. Z wypełniaczami chyba w moim wypadku będzie najtrudniej, bo naturalnie mam dołki (cienie) pod oczami. Kwas to pięknie wyrównywał i dawał efekt wypoczętej twarzy.

  • Asia
    Odpowiedz

    Ja ograniczając swoje wydatki od początku roku odłożyłam już 3 tys zł. Okazało się, ze po zrezygnowaniu z pierdol do domu i ubrań, które nie są mi niezbędne, bo zużywam to co mam jestem w stanie odłożyć 40% swojej wypłaty. Wiadomo zdążyły mi się potknięcia- kompletnie niepotrzebne kolczyki za 40 złotych czy jedzenie na mieście, ale tendencja jest wzrastająca. Spłaciłam tez dwa kredyty nadpłacajac je moja premia roczna. Strasznie mnie zmotywowałaś i mam nadzieje ze pod koniec roku będę miała już spore oszczędności i zero rat do spłacenia. Zwłaszcza ze mogłabym oszczędzać nawet 70% moich zarobków gdyby nie raty kredytow

    • Paulina
      Odpowiedz

      Super, trzymam kciuki!

  • Asia
    Odpowiedz

    Chodziło mi oczywiście o Tendencje malejąca 😉

  • kasia
    Odpowiedz

    Czy mogłabyś czasami robić też wpisy ze stylizacjami? Coś w rodzaju – jak fajnie się ubrać za niewielkie pieniądze lub jak stworzyć fajny zestaw z „basicowych” ciuszków. Uwielbiam Twój styl, jeszcze z poprzedniego bloga, i trochę mi tego tutaj brakuje 🙂 A poza tym, blog super pomocny i inspirujący.

    • Paulina
      Odpowiedz

      Chciałabym takie coś wprowadzić w życie. Jak najbardziej, ale w tej chwili nie jestem w stanie jeszcze powiedzieć, kiedy mi się to uda.

  • A
    Odpowiedz

    Podpisuje się pod pytanie o make up i zabiegi medycyny estetycznej. Paulino naprawdę nie będziesz stosować już makijażu oraz wspomnianej medycyny estetycznej?
    Makijaż to sztuka która ma nas upiększyć, niejako poprawić mankamenty urody, małe niedoskonałości. Poprawić nastrój.
    Powiedz jak to osiągnąć? Powziąć ten krok, bo przecież codziennie stykamy się z opiniami że kobieta nieumalowana to zło, że wygląda fatalnie. Nie oszukując się, niektóre naprawdę tego potrzebują aby bardziej podkreślić to co niedostatecznie widoczne (oczy, kości policzkowe, usta).
    Sami mężczyźni ( usłyszałam to w męskim gronie) naigrywają się z porannego wyglądu kobiet jakby widzieli monstra typu Frankenstein . Co przecież mija się z prawdą bo skóra najlepiej wygląda rano, jest świeża i napięta, oczy wyraziste (chyba że ktoś ma tendencje do totalnego puchnięcia to inna rzecz) . A włosy ? nieraz są nam serwowane porady: jak osiągnąć fryzurę morning beauty – a la po wstaniu z łóżka itp.itd
    Medycyna estetyczna to niejako uzupełnienie naszej pielęgnacji i również makijażu.
    Jak doszłaś do takich wniosków, jaki osiągnęłaś ten stan umysłu? Zdradź proszę.
    Bardzo mnie zaintrygowałaś tymi spostrzeżeniami i chciałabym je poznać bardziej dogłębnie.

    Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę ale takimi wpisami, nie popularnymi dajesz siłę. Dotychczas nie pomyślałabym tak. Przecież współcześnie należy mieć i gromadzić wszystko co napotkamy na naszej drodze. Nawet moi bliscy, znajomi, dalsza rodzina, słowem wszyscy; zawsze się nawzajem oceniali/ją. Kto ma auto, kto ma lepszy model, kto mieszka w super snobistycznej dzielnicy podczas gdy reszta na zwykłym blokowisku, kto ma lepszą pracę, lepiej urządzone mieszkanie, lepszego męża, w ogóle męża, faceta, figurę, włosy, tyłek itd. bez końca. Może za dużo już tego wszystkiego, ogromu rzeczy zbytecznych, miliona pierdół, zapychaczy wolnej przestrzeni mieszkalnej i umysłowej. Mieć żeby się chwalić, poczuć lepszym. Że to niby te przedmioty sprawiają że nasza wartość wzrasta. Ciekawa jestem kiedy się tym naród polski zachłyśnie i to zwróci..?
    Ty wsadzasz kij w to mrowisko i właśnie takimi wpisami bardzo podnosisz nasze morale. Moje na pewno. Może nie mogę się z Tobą równać jeśli chodzi o stan posiadania (własne wynajmowane / kupione mieszkanie, własną pracę). Ale motywujesz do innego spojrzenia, zmiany nastawienia na sprawy, o których nie sądziłam że można w ogóle tak myśleć.

Leave a Comment