Mniej – Nie wiem nic o kupowaniu

Nie znajduję żadnej informacji o przydziale darmowych woreczków na psie odchody na obecny rok, więc piszę maila do wydziału gospodarki komunalnej. Póki co jednak kupuję paczkę w sklepie. W 2016 łódzkie schronisko dysponowało papierowymi torebkami, które zmieściłyby w przypadku owczarka co najwyżej bąka. Jeśli w tym roku też można dostać jedynie obietnicę brudnych paznokci – zostaję przy kupnych. Znalazłam biodegradowalne.

Mija 1/3 pierwszego miesiąca, a ja zaczynam sobie zdawać sprawę z własnej naiwności i niewiedzy. Jestem jak Konsument Kazika. Po żarówki idę do hipermarketu – za 3 LEDy płacę 45zł. Zakup wydaje mi się konieczny, a cena „zwyczajna”. Następnego dnia U. – mistrzyni noszenia papieru toaletowego do pralni, zabiera mnie do dyskontu. Tu się kupuje żarówki. Są po 4zł, ale trzeba brać kilka na zapas, bo rzucają je na sklep co jakiś czas – tłumaczy. A wiesz, ostatnio znalazłam szalik na śniegu. Nowiutki, pachnący jeszcze sklepem. Zabrałam, zapakowałam, dałam kuzynce na gwiazdkę. Gdyby matka U. urodziła ją dwie dekady później, ta wpasowałaby się idealnie w hipsterską niszę. Jedno jednak jej trzeba przyznać – wszystko kupuje za gotówkę i kredyt wzięła raz, na samochód. Na pięć rat.

Bepanthen w sieciówce – gigancie oblegajacym wszystkie galerie handlowe kosztuje 63zł, w internetowej aptece znalezionej na ceneo, 25 z wysyłką. „Kazikowy Konsument” się uczy…

Z moich założeń wynika, że kwota w której zamknę styczniowy budżet, to poza drakońskim kamienicznym czynszem, 900zł. A w tym nowa kurtka z wyprzedaży w sklepie sportowym, 6 roślin doniczkowych, kupionych wyłącznie z powodu chciejstwa, zakupy w Empiku, zabawki dla psa, rachunki, jedzenie, kosmetyki, chemia, a nawet leki.

Rok temu pożegnałam się z zastrzykami Botoxu, na które chodziłam od swoich 25 urodzin. Ruszanie brwiami jest, jakby powiedział Mike Kelleyfancy.

Recommended Posts
Showing 2 comments
  • K.
    Odpowiedz

    Cześć, chciałam zacząć od tego, że bardzo się cieszę, że wróciłaś. Przez ostatni rok całkowicie straciłam wiarę, że jeszcze kiedyś coś napiszesz, a tu proszę, niespodzianka 🙂 „połknęłam” wszystkie wpisy chyba w 20 minut. I jak zawsze się z nimi zgadzam (lub nakłaniają do pewnych refklesji).
    Już kiedyś napisałam, że zainspirowałaś mnie do zmiany dotychczasowego życia: świadome odejście od konsumpcjonizmu, porządek w szafie (i życiu), intuicyjne jedzenie… Jednak, jak wiadomo, są wzloty i upadki… Bardzo mnie ciekawiło przez ten rok jak sobie radzisz i czy Ty też miewasz gorsze dni (lub miesiące) w związku z powyższymi rzeczami – w końcu mam odpowiedź. Zawsze ceniłam w Tobie to, że jesteś taka…ludzka (i oczywiście Twoje zamiłowanie do zwierzaków!) Nie udajesz, nie jesteś chodzącą perfekcyjną do szpiku kości reklamą, czasem też zdarza Ci się potknąć. Dobrze wiedzieć takie rzeczy o swoich inspiracjach 🙂
    Oprócz tego cieszę się, że wspomniałaś o blogosferze i mnożących się jak grzyby po deszczu blogach o „minimalistach”, dla których wyznacznikiem minimalizmu jest surowy wygląd ich strony. Byłam ciekawa Twojego zdania w tej kwestii… i też przeraża mnie fakt, że wartościowe treści nie wywołują większych emocji (a co za tym idzie komentarzy, dyskusji), a te płytkie owszem.
    Cóż to za alergie pokarmowe Cię gnębią? Piszesz, że musiałaś odstawić większość pokarmów. Czym teraz w takim razie się żywisz?

  • Dorota
    Odpowiedz

    Dobrze że zaprzestałaś stosowania botoxu. Masz naprawdę piękną twarz, niepospolitą i nie potrzebujesz tych wszystkich poprawiaczy. Moim zdaniem jeśli mogę oczywiście zabrać głos w spr. twojej urody, zupełnie ci to nie pasuje. Takie rzeczy niech używają dziewczyny którym jest to niezbędne. Czyli takie bez wyrazistej urody, ginące w tłumie, z widocznymi wadami, niedociągnięciami.
    Pozdrawiam

Leave a Comment