Mniej – kupowanie TYLKO w promocji – efekty

To jest zdecydowanie efekt psychologiczny. Im bardziej myślę o zakręceniu zakupowego kurka, tym bardziej psychika, powodowana lękiem, chce kupować, żeby utrzymać stały poziom życia. W pewnym sensie jej dogadzam i pozwalam na to, robiąc zapasy.

Na wcześniej wspomnianych siedmiu żarówkach dyskont vs hipermarket zaoszczędzam 60zł, wydaję 45zl. Cztery idą w obrót, trzy do szuflady „zapas”.
Proszek i płyn do prania (bez zmieniania marki na tańszą) porcja na 5 miesięcy (promocja w kolejnym z dyskontów) – wydaję 50zł, w kieszeni zostaje 35zl. Pojedyncze kwoty nie są wielkie, ale zaufajcie mi, końcowy efekt robi WOW. Tymczasem ja nadal w wolnych chwilach z zapałem przeglądam internetowe oferty małych marketów. Na czteromiesięcznym zapasie kosmetyków (eko żel, eko szampon, odzywka, krem do rąk i do twarzy, chusteczki do demakijażu, dwie szczoteczki do zębów, a nawet papier toaletowy, szampon dla psa i sztuczne rzęsy) zostaje mi w stosunku do cen regularnych 105zł przy wydatku 184zł.

Brakuje jeszcze kilku detali jak pasta do zębów, ale bezfluorowej nigdy nie widziałam tanio, czy farba do włosów. Jednak większość, ku mojemu zdziwieniu, można załatwić dwoma wizytami w Biedronce, jedną w Lidlu i dwoma w Rossmannie. I to, plus przeglądanie newsletterów tychże sklepów, które przychodzą raz w tygodniu na maila, to cały wysiłek. Efektem jest zaoszczędzone na zakupach stałych 229zł przy wydanych 289zł. To aż 40% mniej, a kwota jest interesująca. Szczególnie, że część osiedli wyszła łowcom okazji naprzeciw i już często stoi kilka dyskontów w bardzo bliskiej odległości od siebie. Np na łódzkim Widzewie jest to Netto, Aldi, Biedronka i Lidl, a chyba również Pepco. Dąbrowa ma Lidla i Biedronkę połączone wspólnym parkingiem. Najgorzej wypada oczywiście śródmieście, gdzie nikt nie planował osiedlowej infrastruktury, a na każdym rogu stoi Żabka w komplecie z żulem aka „poratuj kierowniku złotówką”. To w sumie miłe, że istnieje ktoś, dla kogo zawsze jesteś kierownikiem.

Jeśli chodzi o kosmetyki, niezawodna, wegańska Alterra (przynajmniej niezawodna w kwestii produktów do mycia, bo reszty nie testowałam tak dokładnie), jest raz w miesiącu zawsze przeceniona. O te 2-3zł. I z tych 2-3zł robi się w 3-4 mce 50, które wydałabyś przypadkiem, kupując po normalnej cenie. Tak samo jak dermokosmetyk w stacjonarnej aptece. Ceneo znajdzie go w internetowej za pół ceny. Kolejne 30zł w kieszeni w zamian za niewygodę dwóch dni czekania na przesyłkę dostarczoną pod drzwi mieszkania. Mój ostatni zakup robiłam w aptekarnia.pl i pisze o tym dlatego, że po otworzeniu paczki było mi bardzo miło. Karton był podejrzanie duży jak na tubkę kremu, a po otwarciu okazało się, że za najniższą cenę w Polsce dostaję drugie, mniejsze opakowanie gratis. Większość aptek partię zawierającą gratis, sprzedaje po prostu drożej. I tak stałam się posiadaczką 130g ukochanego Bepanthenu Derm za 31zl z wysyłką. Gdzie w Superpharm przyjdzie nam za niego zapłacić 64zł/100g. Rzęsy kupuję na Aliexpress, 8zl 3 pary. Być może MAC ma faktycznie lepsze, nie wiem, nie testowałam, ale Inglot i wszystkie sklepy kosmetyczne mają dokładnie to samo, tylko z trzy-czterokrotną marżą. I tak klasyczna zalotka termiczna, którą kupuję za 5zł kosztuje na Allegro 29+wysyłka, a termiczna lokówka do rzęs 18+. Płacę za nią 4,50. W dyskoncie są po kolejno 20 i 15zł. Biedronka ma bardzo często rzeczy, które można znaleźć na chińskim Allegro. Co do myszki komputerowej – było jednak brać z Kuala Lumpur i pokornie czekać. Ta z Lublina ma feralną, śliską, plastikową rolkę i do niczego się nie nadaje.

Nie mam też na razie pomysłu na odciążenie dzieci w chińskich fabrykach, bo wszystko poza moim aparatem Made in Japan, jest robione w Chinach, albo Malezji, albo Indiach. Nie wiem więc czy ma jakieś znaczenie, że kupię to od polskiego sprzedawcy ciągnącego produkty kontenerami z Azji. Aczkolwiek mam kilka ciuchów szytych w Polsce na niewielką skalę i to zawsze przyjemne uczucie, że wspiera się własny rynek, a przy tym nie jest się nabijanym w butelkę pod tytułem „Produkt polski, t-shirt wiskoza 189zł”, bo takie ostatnio reklamowali na FB. Jeśli jest okazja, chętnie kupuję żywność oznaczoną jako uprawy fair trade, ale daleko mi jeszcze do ultra poprawności w postaci bezresztkowego domu, choć fakt – 90% moich śmieci to opakowania po żywności.

A właśnie… Czytałam dziś o kobiecie, która postanowiła zrobić sobie rok bez zakupów, czy raczej „bez zakupów”, ponieważ nadal wydawała ponad 2 tys dolarów miesięcznie (w tym pomoc rodzicom i organizacjom charytatywnym) i ok 140$ (560zł) na dwie osoby na kosmetyki. Co nam trochę przypomina, że żyjemy w rzyci zachodniego świata, bo tu minimum socjalne wynosi niewiele więcej niż ich kwota wydana na kosmetyki. Za to zapewne w razie apokalipsy Polak przetrwa i znajdzie coś, z czego można zrobić wódkę.

Recommended Posts
Comments
  • a
    Odpowiedz

    Paulino, uwielbiam Twój blog 🙂 Pochłaniam po kilka razy każdy wpis…
    Też oszczędzam i o dziwo- sprawia mi to przyjemnośc. Ostatnio robiłam na obiad szpinak z makaronem i zabrakło mi spaghetti- w dresie pobiegłam do osiedlowego sklepiku, a tam- malutka paczka Lubelli 4,70… Cholera! Kiedyś bym kupiła bez mrugnięcia okiem, ale teraz- NIE! Po prostu czułabym się…jak frajer.
    Jednak jest sytuacja, w której chyba każdemu z nas jest trudno oszczędzac! Mam na myśli wyjścia towarzyskie. I nawet nie te do kina, na obiad czy drinka- bo na taki wydatek możemy się przygotowac i przecież fajnie jest się ruszyc z domu! Ale te wszystkie wyjscia do galerii z koleżankami, zatrzymywani się przy każdej kawiarnii. W pracy też- dziewczyny ciągle zamawiają jakaś pizze, catering i chyba jestem jedyną osobą z własną drożdżówką.
    Czy masz na to jakieś rady? Jak byc asertywną? Jak nie wyjśc na dziwaka?

Leave a Comment