Minimalizm w polskiej blogosferze

Mój pierwszy modowy blog powstał w 2010 roku, a posty z lat 2011-2014 wciąż mają się nienajgorzej. Już wtedy blogosfera była miejscem, jak w zasadzie każdy „showbiznes”, silnej, wzajemnej adoracji, co mnie, swojego rodzaju odmieńca zawsze odpychało. Ani sprzedać siebie nie umiałam, ani propozycji ku temu nie było. Nie pomagał mi zwyczaj, że jeśli coś uważałam za słabe, pisałam, że jest słabe. To nie jest droga do pozyskania sponsorów. Nie pisałam, że ciuchy z Chin są świetne, bo nie były, mimo, iż to był warunek zarobku. Zerwałam współpracę ze sklepem obuwniczym, bo zaczęli przysyłać rzeczy, które wstydziłam się pokazać. No nie urodziłam się z żyłką do marketingu.

Z racji reanimacji projektu „pisanie”, zajęłam się dziś odrobieniem pracy domowej i przejrzałam pierwsze dziesięć stron wyszukiwarki Google. Hasło minimalizm – blog.
Fair trade, świadoma moda, ekologiczna kuchnia, pilates – chylę czoła. Znalazłam nawet ten autorki „Mniej”, pisany podczas tworzenia książki.

 
Mój zachwyt nie trwał zbyt długo. Blogi śliczne, jasne, kobiece, okraszone aż do mdłości słodką miętą i różem. Zdjęcia również słodkie i dopracowane. A co na zdjęciach? Naszyjniki, sterty koszy i czasopism, ciuchy wiszące na wierzchu, listy zakupów i zdjęcia nowo nabytych must-have’ów. Wszystko przedstawione tak, by cieszyło oko odwiedzającego, wróć, odwiedzającej. Obok zmyślnie wplecione reklamy prostej biżuterii (oby od lokalnego sprzedawcy). Nie kupisz? Wywiady… blogerek minimalistek z blogerkami minimalistkami. Peany i wzajemne zachwyty. Znów idealne autorki (choć tym razem nie szafiarki, bo ten temat jest juz passe) w idealnie odprasowanych piżamach, na idealnej pościeli w idealny poranek piją kawę. A w tle ciepły ogień kominka modnie rozmyty przysłoną 2,8. Wpisy tez idealne – „Pięć porad jak osiągnąć radość jesienią”. Mam deja vu. W blogosferze przez trzy lata mojej nieobecności i prawie pięć obecności, nic się nie zmienia.

Minimalizm jest trendy i choć mówi się, że każdy rozumie go inaczej, mam wrażenie, że nasze rodzime internetowe pisarki mocno wypaczają ideę ograniczenia i prostoty. Są i minimalistki i orędowniczki slow life, ale modne hasło przyciągnęło rzesze przypadkowych kobiet, które nie potrafiąc wyzbyć się swej konsumpcyjno-zbieraczej natury, śmiało doradzają w kwestiach prostego życia. I tak czytamy, że w swojej garderobie MUSISZ mieć trencz (właśnie jeden sprzedałam, za bezcen, nowiutki, leżał w szafie 6 lat), w domu cięte kwiaty, a na biurku pojemnik na długopisy zrobiony własnoręcznie.
Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, by japońskie domy obstawione były pudełeczkami wyklejonymi papierem do decoupage. Nie są.

Część naszych „minimalistek” posuwa się jednak jeszcze dalej – przedświąteczna lista polecanych prezentów gwiazdkowych zawiera po kilka linków od sponsorów. Kup tę konkretną świecę, zegarek, biżuterię, kubek. Żeby było wygodniej, zadbano nawet o automatyczne przekierowanie do sklepu.
Nadal wszystko jest piękne i miłe dla oka. Kup, zaufaj minimalistce, co powinnaś mieć w domu. Powiecie z czegoś trzeba żyć, przecież nikt nie bierze tego na serio. Mnie to zniesmacza – tak jak polityka, królowa psychicznej prostytucji.

Smutny wniosek nasuwa mi się na końcu, kiedy przeglądam kolejny z tych brzydszych blogów o mniej modnej grafice. Brak reklam, fikuśnego szablonu. Za to z głową i zdrowym rozsądkiem. Jest treść, jest prawidłowa polszczyzna i nie zalatuje infantylizmem. Jest negacja dla sztampy, jest i własne zdanie.
Brak komentarzy.
Czy przeciętny czytelnik jest dziś już tak ogłupiony środkami masowego przekazu z telewizją na czele, że ponad treść liczą się dla niego szeroko pojęte walory estetyczne? Gdzieś wpadła mi w oko recenzja pewnej słabej książki, w której recenzentka rozpływa się nad solidnością papieru i kolorowym drukiem.

Recommended Posts
Showing 11 comments
  • Agnes
    Odpowiedz

    Podoba mi się. Widzę u ciebie duże zmiany. Autorefleksja nad samą sobą. Niełatwa rzecz. Poczyniasz duże postępy. Nie tylko puste słowa ale i praca nad sobą. Zmiany. Tego nam kobietom brakuje. Takich wzorców. Kobiet prawdziwych nie wykreowanych na potrzeby sprzedania produktu. W całym tym ulukrowanym blogoświecie. Podoba mi się, bardzo.

    • Paulina
      Odpowiedz

      Dziękuję. Bardzo mi miło.

  • M
    Odpowiedz

    Czytam o tym idealnym świecie i koniecznie muszę Ci polecic Nosedive z serii Black Mirror (serial, ale odcinki nie są powiązane)… piszesz tak, jakbyś napisała scenariusz do tego odcinka – ta „reklamowa prostytucja”, itd… Aż niesamowite 🙂

    • Paulina
      Odpowiedz

      Dzięki! Zerknę sobie zaraz.

    • Paulina
      Odpowiedz

      Jestem świeżo PO. Przerażające, ale idealnie uchwycone. Czasem myślę, że Ameryka już tak wygląda. I trafili z pastelowymi rózami, miętą i rozmyciem tła.

      • M
        Odpowiedz

        Dla mnie niesamowite jest to, że jako „blogerka” masz do tego taki dystans i sama nie wpadasz w taką spiralę! Fajnie, że obejrzałaś 🙂

    • K.
      Odpowiedz

      Mocny! Jeszcze z tej serii, pierwszy sezon, drugi odcinek „Fifteen Million Merits”… straszny 🙁

  • Aga
    Odpowiedz

    Ja polecam minimalnat, może brak tam pięknych zdjęć ale jest treść która przekonała mnie do przeglądu mojej szafy

    • Paulina
      Odpowiedz

      Dziękuję, chętnie w wolnej chwili zajrzę.

  • Kasia
    Odpowiedz

    Dobry blog i mądrze napisany o minimalizmie to w mojej skromnej opinii Simplicite.pl. Jest tu poruszonych wiele interesujących tematów, ciekawe rozwiązania typu: zamiast kupić idź do krawcowej uszyć. To mi się podoba.
    Minimalnat niespecjalnie mnie zaintrygował. Etapy wejścia w cała ta filozofię, które opisuje autorka zostawiłam dawno za sobą. Zatem nic odkrywczego tam nie jest. Wszystko to już było.

  • Stella
    Odpowiedz

    Myślałam o Twoim poście ze trzy dni 🙂 Jakoś wcześniej na niego nie trafiłam. Ale masz rację, jakoś tak blogosfera ewoluuje od minimalizmu do jakichś wynaturzeń. Ale z drugiej strony, w tym trudność jaką miałam ze skomentowaniem, sama realizuję minimalizm w wersji Beckera i McKeowna: mniej, ale lepiej. Wyrzucić to, co nie cieszy, pozbyć się zalegaczy, niechcianych zajęć i zająć tym, czym chcemy się zająć. Ja odrzucam, minimalizuję i upraszczam, żeby spełnić marzenia: nauczyć się angielskiego na ten przykład. A co jeśli inni minimalizują, żeby właśnie robić decoupage? To jest to sedno życia dla nich? Dla mnie – materiały do decoupag, biżuterii, to kolejny etap zagracania, nieco inny, ale z pewnością dla człowieka, który pasjonuje się decoupage, to włąsnie moje rachunki za ororo.tv i książki z psychologii, są pozbawione sensu. Myślę, że minimalizm, to po prostu umiar we wszystkim (świetna recenzja Tomka Bełzy książki Sztuka umiaru) i minimalizm na naszą miarę. No bo po co byłyby mi puste półki, przewiewne szafy i wszystko na biało, jeśli dalej jestem w czarnej D z realizacją moich wartości? Z moimi pasjami? Z drugiej strony jest pewien wspólny mianownik dla minimalistów, których podczytuję. To ekologia, to ekologiczne kosmetyki, to zero waste, szlachetna idea, To wsparcie innych. To jest ok, nawet jesli kazdy rozumie minimalizm na własny sposób. Bardzo podobał mi się Twój post 🙂 Zmusił mnie do rozmyślań 🙂

Leave a Comment